wtorek, 4 maja 2010


Czy jest coś takiego jak samotność z wyboru? Przez długi okres uważałam, że tak. Obraziłam się na wszystkich mężczyzn. Potem pomyślałam, że nie powinnam i dałam szansę facetowi, który okazał się nieudacznikiem życiowym. Mówił, że mnie kocha, a nie umiał tego udowodnić. Wybrałam więc samotność, gdyż setny raz słowa nie pokrywały się z czynami. Życie w obcisłej sukience bardzo mi pasuje. Wzrok mężczyzn i ja mogąca tak wiele. A jedyne ograniczenie, to moje zasady moralne. Nic nieznaczące pocałunki, niemoralne propozycje, które odrzucam, a później zastanawiam się jakby to było. Rośnie moja pewność siebie. I tak wiele dni, tygodni, miesięcy… Aż do teraz, gdzie akceptując siebie zastanawiam się co mam ze sobą zrobić, gdy przyjaciele są nieobecni. Co mam robić, kiedy poczuję, że moja samotność już nie jest z wyboru. Chcę czuć zapach tego jedynego na mojej czerwonej sukience. Chcę być szczęśliwą dzięki niemu. Chcę spełnić jego fantazje wiedząc, że to nic złego. Być pewną, że jestem jego ukochaną kobietą, którą pożąda i uwielbia z nią rozmawiać. Chcę być dla niego piękna i mądra jednocześnie. Wiem, że samotność to nie mój wybór, ale moim wyborem jest to, że na takiego zaczekam…