czwartek, 16 grudnia 2010
poniedziałek, 8 listopada 2010
'97

Konie galopują,
grzywę ogarnia wiatr,
a Ty patrzysz,
jak ich kopyta,
podnoszą się do góry nad trawami łąk.
czwartek, 28 października 2010
Czasem słońce, czasem… dżdżu wodnisty maczek.
Dla większości z nas kłótnia, to negatywne zjawisko. Krzyk, nerwy, latające talerze i przerażenie w oczach obserwującego nas psa. Za wszelką cenę, każda ze stron chce udowodnić, że jego prawda jest właściwa. Kiedy któraś z nich, tragizujących stron, zda sobie sprawę, że nie ma racji i tak brnie dalej, bo przecież nie może się poddać. Złożenie broni w szczytowym momencie kłótni da satysfakcję „przeciwnikowi” i padniemy na deski. Dlatego dalej leje się emocjonalna krew, powodując utratę sensu. Pojawiają się nagle nowe wątki i powody, by kłótnia nabrała jeszcze bardziej krwistego tonu. Kiedy zabraknie już argumentów i sił psychicznych jak i fizycznych, nadchodzi czas na ucieczkę. Na dramatyczne i ostentacyjne wyjście, które zrobiłoby ogromne wrażenie na widzach w teatrze. Po zamknięciu drzwi, nic już nie jest takie same. Drzwi symbolizują koniec kłotni i początek wielkiej ciszy. Cisza ta może trwać kilka dni, tygodni lub nawet miesięcy. Znowu zatem rozpoczyna się walka. Tym razem ma ona charakter pozawerbalny-kto wytrzyma dłużej w milczeniu. Po tzw. cichych dniach, godzimy się, albo stwierdzamy, że stoczony bój spowodował nieodwracalne skutki. Tak właśnie wygląda większość awantur. Dotyczy ona par, przyjaciół, matek… Jest to pewien schemat, który bardzo często jest najtrafniejszą definicją kłótni. To, że jestem dziwną, specyficzną, roztrzepaną, introwertyczną neurotyczną może być powodem, że ta definicja jest tylko obserwacją, która dotyczy mnie w baaaardzo małym stopniu. Mianowicie, pies ma ubaw, traci orientację, gdyż ma wątpliwości, czy aby na pewno nie krzyczę na niego. Talerze nie latają, bo do cholery! Ikea jest za daleko! Nerwy i wypukłe żyły na szyi, oczywiście są, bo kiedy mi na kimś zależy, to dzieje się tak niezależnie ode mnie. Przez te silne emocje, potok łez zalewa mi oczy. Uważam, że jest to żałosne i babskie, ale także oczyszczające i pomocne w rozładowaniu emocji. Płacz jest bardzo ważnym elementem w moim życiu. Dzięki niemu nie zabiłam ukochanych i bliskich mi osób. Paradoks? Cała jestem z paradoksów. Łzawa mgła i zaciśnięte od płaczu gardło powoduje, że przez kilka minut nie mogę wydusić z siebie słowa. W tym czasie dostrzegam rację drugiej strony. I kiedy nadchodzi czas na teatralne trzaśnięcie drzwiami, ja zbieram siły, by podnieść się z podłogi, z samego dna, by otworzyć te drzwi. Kiedy je otwieram, czuję, jakbym pchała ogromny głaz, za którym kryje się wymarzony skarb. Wiedząc o tym, jak ważny i szlachetny on jest, potrafię przyznać się do błędu i słowo „przepraszam” nie jest trudne do wypowiedzenia. Mając ten skarb w ramionach, czuję, że wysiłek jaki włożyłam w przesunięcie głazu, było doskonałą decyzją. Godząc się. przytulając i patrząc na skarb, zastanawiam się, czy nie jestem materialistką, ponieważ nie mogę sobie wyobrazić już życia bez tego błyszczącego cacka.
Dla większości z nas kłótnia, to negatywne zjawisko. Krzyk, nerwy, latające talerze i przerażenie w oczach obserwującego nas psa. Za wszelką cenę, każda ze stron chce udowodnić, że jego prawda jest właściwa. Kiedy któraś z nich, tragizujących stron, zda sobie sprawę, że nie ma racji i tak brnie dalej, bo przecież nie może się poddać. Złożenie broni w szczytowym momencie kłótni da satysfakcję „przeciwnikowi” i padniemy na deski. Dlatego dalej leje się emocjonalna krew, powodując utratę sensu. Pojawiają się nagle nowe wątki i powody, by kłótnia nabrała jeszcze bardziej krwistego tonu. Kiedy zabraknie już argumentów i sił psychicznych jak i fizycznych, nadchodzi czas na ucieczkę. Na dramatyczne i ostentacyjne wyjście, które zrobiłoby ogromne wrażenie na widzach w teatrze. Po zamknięciu drzwi, nic już nie jest takie same. Drzwi symbolizują koniec kłotni i początek wielkiej ciszy. Cisza ta może trwać kilka dni, tygodni lub nawet miesięcy. Znowu zatem rozpoczyna się walka. Tym razem ma ona charakter pozawerbalny-kto wytrzyma dłużej w milczeniu. Po tzw. cichych dniach, godzimy się, albo stwierdzamy, że stoczony bój spowodował nieodwracalne skutki. Tak właśnie wygląda większość awantur. Dotyczy ona par, przyjaciół, matek… Jest to pewien schemat, który bardzo często jest najtrafniejszą definicją kłótni. To, że jestem dziwną, specyficzną, roztrzepaną, introwertyczną neurotyczną może być powodem, że ta definicja jest tylko obserwacją, która dotyczy mnie w baaaardzo małym stopniu. Mianowicie, pies ma ubaw, traci orientację, gdyż ma wątpliwości, czy aby na pewno nie krzyczę na niego. Talerze nie latają, bo do cholery! Ikea jest za daleko! Nerwy i wypukłe żyły na szyi, oczywiście są, bo kiedy mi na kimś zależy, to dzieje się tak niezależnie ode mnie. Przez te silne emocje, potok łez zalewa mi oczy. Uważam, że jest to żałosne i babskie, ale także oczyszczające i pomocne w rozładowaniu emocji. Płacz jest bardzo ważnym elementem w moim życiu. Dzięki niemu nie zabiłam ukochanych i bliskich mi osób. Paradoks? Cała jestem z paradoksów. Łzawa mgła i zaciśnięte od płaczu gardło powoduje, że przez kilka minut nie mogę wydusić z siebie słowa. W tym czasie dostrzegam rację drugiej strony. I kiedy nadchodzi czas na teatralne trzaśnięcie drzwiami, ja zbieram siły, by podnieść się z podłogi, z samego dna, by otworzyć te drzwi. Kiedy je otwieram, czuję, jakbym pchała ogromny głaz, za którym kryje się wymarzony skarb. Wiedząc o tym, jak ważny i szlachetny on jest, potrafię przyznać się do błędu i słowo „przepraszam” nie jest trudne do wypowiedzenia. Mając ten skarb w ramionach, czuję, że wysiłek jaki włożyłam w przesunięcie głazu, było doskonałą decyzją. Godząc się. przytulając i patrząc na skarb, zastanawiam się, czy nie jestem materialistką, ponieważ nie mogę sobie wyobrazić już życia bez tego błyszczącego cacka.
wtorek, 4 maja 2010
Czy jest coś takiego jak samotność z wyboru? Przez długi okres uważałam, że tak. Obraziłam się na wszystkich mężczyzn. Potem pomyślałam, że nie powinnam i dałam szansę facetowi, który okazał się nieudacznikiem życiowym. Mówił, że mnie kocha, a nie umiał tego udowodnić. Wybrałam więc samotność, gdyż setny raz słowa nie pokrywały się z czynami. Życie w obcisłej sukience bardzo mi pasuje. Wzrok mężczyzn i ja mogąca tak wiele. A jedyne ograniczenie, to moje zasady moralne. Nic nieznaczące pocałunki, niemoralne propozycje, które odrzucam, a później zastanawiam się jakby to było. Rośnie moja pewność siebie. I tak wiele dni, tygodni, miesięcy… Aż do teraz, gdzie akceptując siebie zastanawiam się co mam ze sobą zrobić, gdy przyjaciele są nieobecni. Co mam robić, kiedy poczuję, że moja samotność już nie jest z wyboru. Chcę czuć zapach tego jedynego na mojej czerwonej sukience. Chcę być szczęśliwą dzięki niemu. Chcę spełnić jego fantazje wiedząc, że to nic złego. Być pewną, że jestem jego ukochaną kobietą, którą pożąda i uwielbia z nią rozmawiać. Chcę być dla niego piękna i mądra jednocześnie. Wiem, że samotność to nie mój wybór, ale moim wyborem jest to, że na takiego zaczekam…
wtorek, 13 kwietnia 2010
Pozłacana klatka
Każdy posiada swoją definicję szczęścia. Także droga do spełnienia tego celu jest inna dla każdego. Jednak wszyscy pragną spełnić to niedoścignione marzenie. Ostatnio dostrzegłam, że jest to bardzo trudne zadanie. Bo satysfakcja nie jest szczęściem. Można być usatysfakcjonowanym kupnem butów od Louboutin, posiadaniem cudownego Porsche Cayenne, byciem liderem w miejscu pracy lub wąchając lawendę. Lecz tylko wydaje się nam, że takie sytuacje świadczą o szczęściu. Ja czułam szczęście, gdy zobaczyłam pierwszego motyla w tym roku. Ale czy to jest właśnie to uczucie? Czy tak wygląda szczęście. Uważam, że powinna powstać nowa nazwa tego „czegoś” pomiędzy satysfakcją a szczęściem. Bo nie mogę powiedzieć, że motyl mnie uszczęśliwił, a to też nie dało mi satysfakcji. Zadaję sobie pytanie, co sprawia, że jestem szczęśliwa. Dochodzę do wniosku, że szczęśliwym się bywa. Szczęście jest jak marzenia. Spełniają się, ale w ich miejsce pojawiają się nowe. Jestem jak ptak zamknięty w klatce dążenia do szczęścia. Mam chwilę by rozpostrzeć skrzydła, a za chwilę muszę wracać do klatki. Na szczęście przez kraty przedziera się słońce.
sobota, 27 marca 2010
"Żegnaj sentymentalna klucho"

Sentyment czasem był dla mnie czymś problematycznym. Kiedy wiedziałam, że powinnam się go wyzbyć i myśleć racjonalnie, nie potrafiłam. W mojej głowie kłębiły się wspomnienia, które mimo tego, że były cudowne nie dawały mi spokoju i chciałam je wymazać. Gdy obudziłam się pewnego dnia i wszystko wydawało się piękne i łatwe, zaczęłam się nad tym zastanawiać. Doszłam do wniosku, że niepotrzebnie chciałam pozbyć się wspomnień. A sentyment podsyca ważność tych wspomnień. Jeśli było cudownie, jeśli byłam na tamtą chwilę szczęśliwa i spełniona, to dlaczego mam z takiej wartości rezygnować. Poza tym jako osoba, która uważa, że nie ma żadnej rzeczy na świecie, którą można zgeneralizować, podzieliłam SENTYMENT na dwa odrębne rodzaje. Na ten, który mną miota i nie pozwala się pozbierać, i na ten, który ma zapach karmelowych cukierków. Zapach karmelowych cukierków to Libelta. Tam spędziłam większą część mojego dzieciństwa. Tam siedziałam na drewnianym krześle pod bajecznym drzewem w ogrodzie. Tam znałam wszystkich Sąsiadów, którzy byli dla mnie autorytetem. Tam nauczyłam się cieszyć z życia i w ogóle nauczyłam się życia. Małe koty, ogromne tajemnicze ogrody, karmelowe cukierki, pachnąca pościel, matrioszki i kolorowe koce. Jako jedna z nielicznych dziewczynek nigdy nie chciałam dorastać. Widząc jak zabiegani dorośli nie dostrzegają tego co ja, nie cieszą się z widoku pierwszego motyla, gdy zaczyna się wiosna. O wielu poważnych problemach nie miałam pojęcia i to było niesamowite. Idealny świat, a w nim ja. Teraz, kiedy jestem na Libelta, nadal czuję zapach karmelu, ale już tylko sentymentalnie. Piękne bramy zostały zamienione na nowoczesne, ohydne blaszane drzwi, z okien nie słyszę już fascynującej Violetty Villas. Kiedy byłam na pożegnaniu(tak nazywam pogrzeb), wiedziałam, że wraz z Sąsiadką, która częstowała mnie karmelkami umarło wszystko co było dla mnie najważniejsze. Wraz z ostatnią łzą, wiedziałam, że już nigdy nie będzie tak samo. Wartości się zmieniły, a ja, jakby wyrwana z lat 60tych nie daję sobie z nimi czasem rady. I tylko jedno daje mi siłę- czystość moralna i umiejętność radowania się, gdy poczuję zapach, którego nikt nie czuje. Sentymentalny zapach karmelowego cukierka i drewnianej matrioszki.
wtorek, 23 marca 2010
Zapach Kobiety

Nie słowo "miłość", "młodość" czy "radość" są najpiękniejsze, lecz słowo "kobieta". Brzmi lekko i subtelnie, ale też ma ukryte w sobie seksapil i siłę. Tak właśnie postrzegam kobietę: powinna być delikatna i zmysłowa, ale nie słaba i poddańcza. Powinna iść na kompromisy, ale mieć swoje zdanie. Powinna być seksowna, ale nie wulgarna. Kiedy Kayah, która jest moją miłością od lat młodzieńczych wyśpiewała magiczne słowa: WSZYTKIE JESTEŚMY PODOBNE W TYM, ŻE SIĘ RÓŻNIMY, wiedziałam, że na tym właśnie polega wyjątkowość kobiet. Nie ma drugiej Kayah, nie ma drugiej Audrey Hepburn, nie ma drugiej Carine Roitfeld, ani drugiej Miki Owl. Nie jestem feministką, po prostu doceniam cud jakim jest ONA-KOBIETA.
niedziela, 7 marca 2010
Marzenia

Mam wiele marzeń, których spełnienie byłoby czymś magicznym i nieoczywistym. Marzę by zobaczyć Dubaj, marzę by zwiedzić Paryż, marzę by choć chwilę zamieszkać w Barcelonie. Marzę o cudownej pikowanej Chanel 2.55. Marzę by pracować dla polskiego magazynu mody. Marzę by moja rodzina była zdrowa i szczęśliwa każdego dnia. Marzę by zawsze być niezależną finansowo i emocjonalnie. Marzę o grzywaczu chińskim. Marzę o tym by zbudować piękne schronisko dla zwierząt. Marzę o obcowaniu z tygrysami, z którymi się utożsamiam. Marzę o mężczyźnie, który będzie kochał mnie tak mocno jak ja jego. Marzę o zaśpiewaniu dla dużej publiczności. Marzę o życiu w świecie mody. Marzę o mieszkaniu w Warszawie. Marzę o nowej płycie Noviki. Marzę by moje marzenia się spełniały. Mam ogromną nadzieję, że wszystkie się ziszczą. Nie dzielę już marzeń na te, które uważam za realne do spełnienia i te, których spełnienia mogę się nie doczekać. Nie chcę się ograniczać. Jestem zadowolona, że dużo marzeń się spełniło, a mam ich jeszcze tak wiele...
Subskrybuj:
Posty (Atom)

