środa, 1 kwietnia 2009

Starość nie...a właśnie,że radość.


Jestem filozofem. Praktycznie od dziecinstwa sie tym interesowalam, wraz z moim cudownym i jakze specyficznym tatuchem. Dzis poznaje filozofie w sposob dokladniejszy i na pewno na wyzszym poziomie, gdyz ja studiuje. Bardzo wnikliwie. Wiem, ze dla niektorych filozofow cialo bylo wiezieniem dla duszy, wiec nie bali sie smierci. Wrecz przeciwnie, dazyli do niej by dusza wreszcie sie od ciala uwolnila. Smierc byla osiagnieciem szczescia. Ja jednak do tych filozofow nie naleze i smierci sie boje. Bardziej jednak przeraza mnie...starosc. Widzialam samotne staruszki, ktory nie mialy sily wejsc do autobusu, oraz staruszkow, ktorzy jedyna radosc czerpia z gry w szachy na jednym ze znanych placow w moim miescie(najcudowniejszym miescie). Mialam niegdys przyjaciol majacych np.80 lat. Niestety, to juz czasy przeszle. Ale gdyby nie ja, nie mieliby nikogo. Nie chce liczyc na czyjes"dobre serce" gdy bede juz w podeszlym wieku. Widzac pokolenie mlode, ktore jest okropnie wulgarne, wiem juz dzis, ze nie mam co snic, zeby znalazla sie wsrod nich pomocna dlon, jaka ja zaoferowalam moim "przyjaciolom". Kocham starcow, bo sa magiczni i piekni moralnie. Pomijam oczywiscie bereciki, ktora sa wiecznie na NIE, kiedy ich "ojciec" im nakaze. Szczerze wierze w to, ze bede miala piekne corki, ktore nigdy mnie nie zawioda, meza, ktory mimo 80ciu lat bedzie trzymal mnie za reke i cholernie wielkiego poczucia bezpieczenstwa i spelnienia. No i oczywiscie chce tego, czego zyczy mi moj przyjaciel-mojego magazynu mody pod pacha i kostiumu od Chanel...

1 komentarz:

  1. i umrzeć podczas snu ze świadomością że zostawiłem wszystko moim potomkom aby żyło im się dobrze. umrzeć niczego nie żałując.

    OdpowiedzUsuń